Felieton: Telewizja – dawniej i dziś

Felieton: Telewizja – dawniej i dziś
Przeciętny Polak lubi oprzędzać czas przed telewizorem. Mężczyźni zwykle z piwem, na kanapie, oglądając kolejny mecz. Kobiety z chusteczkami w dłoni śledzą losy przystojnych bohaterów z brazylijskich telenowel.
Każdy z nas ma inne upodobania. Zmieniają się z czasem przez różne czynniki. Telewizja stara się więc trafić swoimi audycjami do wszystkich. Wiadomo, jeden lubi sport, drugi erotyki, trzeci zupełnie coś innego. Zacznijmy jednak od początku. Od czarno-białego świata.
Pierwszy kineskop stworzyli niemieccy uczeni Jonathan Zenneck i Ferdinand Braun. Kilkanaście lat później, w ich rodzimym kraju, po raz pierwszy dokonano pierwszego przekazu. Dzięki skomplikowanym połączeniu kabli i ekranu można było zanurzyć się w świecie dwukolorowego obrazu i dźwięku mono.
Telewizory w tych czasach pozostawiały wiele do życzenia. Poza wieloma kwestiami dość powiedzieć, że czasem dochodziło do samozapłonu. Jednak gdy ktoś już takowy posiadał zazdrość bywała ogromna. Zasiadali przy nim rodzina, dziadkowie, bliscy sąsiedzi. A przecież puszczano takie zwyczajne produkcje. Tak samo było w Polsce wraz z Rubinem, Wisłą czy też Neptunem.
Wiele czytałam na ten temat, rozmawiałam z ludźmi tamtego pokolenia. I przyznam się, że gdybym mogła cofnęłabym się w czasie. Co mnie obchodzą nowe technologie, LCD z 3D, Internet, IPody i inne cuda? Dla niektórych z was to mogą być szokujące słowa, ale ja należę do grona ,,sentymentalistów”, więc lubię to, co stare.
Ale pomyślmy. Przez ostatnie 7 dekad to medium zmieniło się nie do poznania (wiadomo, technologia idzie coraz szybciej do przodu). Jednak obecnie nie są to emocje, które gościły w domach PRL-owskich rodzin, niezwykłych szczęśliwców w tamtych czasach. Magia ta w świecie Full HD gdzieś zniknęła.
Ten sam scenariusz jeśli chodzi o polskie produkcje. Dawniej ludzie oglądali każdy serial, film czy audycję. Mało tego – oglądali je z zapartym tchem. Bo wszystkie produkcje miały w sobie niesamowitą energię. O nich na pewno wspominali wasi rodzice bądź dziadkowie. Siła sentymentów…
Jednak dziś, w świecie podróbek, plagiatów, “re-make’ów”, ludziom chodzi przede wszystkim o zarobek. Zrobią byle jaki film (szczególny przypadek – komedie) czy przerobią starą Niewolnicę Isaurę i… patrzą na zyski. Z punktu widzenia osoby oglądającej, to abstrakcyjne i niewybaczalne. Naprawdę. Czy ludzi nie stać na coś oryginalnego, dobrego i niekomercyjnego? I czy kiedyś będziemy mogli znowu, usiąść przed telewizorami tak, jak za czasów Rubina? Patrząc na obecną sytuację, trudno się raczej tego spodziewać.
Ponieważ producenci zajmują się tylko tym, co “się sprzedaje”, może jest tu nasza rola, aby swoimi wyborami kreować ten przysłowiowy “wolny rynek”, w tym wypadku – telewizyjny. Czy ktoś poza mną jeszcze myśli, że dobry film nie musi wcale oznaczać włożonych w niego milionów dolarów? Cóż, pozostaje mi chyba tylko mieć taką nadzieję…
Tekst: Patrycja Nasiadko


