Main Menu

Uczucie na dłużej niż jeden dzień w roku

Facebooktwitterlinkedin

Uczucie na dłużej niż jeden dzień w roku

Czy twój facet mówi ci codziennie, że pięknie wyglądasz? Nawet parę razy dziennie? Hmm. Niech zgadnę – szuka pracy i bardzo się nudzi?

Nagui (francuski prezenter radiowy i telewizyjny)

Swoją drogą cytat mi się niezły trafił. Z jednej strony porusza kwestię „dwóch twarzy” dla jednego zjawiska, a z drugiej problem bezrobocia… To drugie może skutkować zmianami codziennej rutyny, w tym zwiększonej ilości oglądania telewizji. Owa czynność z kolei, do wyłączenia intelektualnych bezpieczników, a gdy ich zabraknie, może to doprowadzić do gaf, z cyklu „telewizor się popsuł i tak się Tobie przyglądam ostatnio… utyłaś?”. Miejmy nadzieję, że może jutro telewizor się nikomu nie popsuje. Ale Walentynki.

Nie przepadam szczególnie za zbyt częstym użytkowaniem słownika ludzi zakochanych, ale nigdy nie zaszkodzi zrobienie wyjątku. Zabawne, że można robić wyjątki w mówieniu o miłości, ale już w samej miłości niekoniecznie. No bo jakby to wyglądało – jestem niby w związku, ale dla Ciebie mogę zrobić wyjątek. He he. Generalnie, ile ludzi, tyle teorii. Miłość to nie pluszowy miś, prawdziwa miłość jest tylko jedna i takie tam. Nie chcę się czepiać samej piosenki, bo głupia nie jest, ale z tym pluszowym misiem, to jak z „wszystko się może zdarzyć”. Proste… że wszystko się może zdarzyć. I z tym, że miłość jest jedna i niezmienna i stała i prawdziwa i w ogóle. Banał i banał i banał i banał i w ogóle banał. Nawet nie zacznę tematu, że jeśli naprawdę kochasz, to chudniesz, a przynajmniej na początku. Taaa… chciałbym poznać tego, kto to wymyślił.

Miłość się zmienia. Nie tylko w ramach „cyklów”, „faz” czy etapów związku. Zmienia się wraz z nami. Przy tym wektory tych zmian najczęściej pokazują nieco inne kierunki i cechują się zmienną dynamiką. W różnych momentach naszego życia podejmujemy różne decyzje. Kiedy zaczyna się wielka miłość, czas się nie zatrzymuje, nie biją dzwony, nad światem nie roztacza się tęcza, jadący koło nas kierowcy wcale nie są mniej irytujący, mróz przeszkadza tak samo, jak wcześniej, a na sąsiada wiercącego dziurę w ścianie w niedzielę o 9:04 rano wcale nie mamy zdystansowanych i rozmarzonych określeń.

Tylko dlaczego jest taki ogromny problem ze stwierdzaniem „faktów oczywistych”? Nie tylko publicznie, ale i dla samego siebie. Nie zawsze będzie cukierkowo, motyle w brzuchu przestaną latać, praca nie poczeka, będą pojawiać się wątpliwości, trudności mogą zacząć się piętrzyć chwilami bardziej niż mniej, nasze przyzwyczajenia mogą dawać o sobie znać, tak samo jak wcześniejsza, teoretyczna wygoda bycia singlem. W sumie to może przez te motyle się nie chudnie. Zajmują miejsce i w ogóle, a później nawet nie latają, tylko jedzą…

Miłość i związek to codzienny wysiłek. Ciężka praca w sensie wytrwałości i konsekwencji. Oddziałuje i przenika wszystkie sfery naszego życia. To nie jest zabawa, a druga osoba to nie zwierzątko, z którym jest fajnie na początku, ale później rośnie, a nam się tylko bardziej nie chce nim zajmować. Miłość jest sumą wysiłków, trudności, ale też tych mniejszych i większych szczęść. To od nas zależy, co wniesie ona do naszego życia. Tak samo jak to, co my damy z siebie drugiej osobie.

Celebrowanie jednego dnia w roku szopki konsumpcji „pełnej uczuć” jest nie tylko zabawne, ale w pewnych wypadkach i śmieszne. Ma to elementy Wielkiej Orkiestry – dobrzy jesteśmy tylko jeśli wszyscy są, tudzież  bo nie wypada inaczej, kiedy nagle „cała Polska gra razem z nami”. Później to można jeszcze ten 1% podatku na coś przekazać. W realiach związkowych, to rocznica, ewentualnie urodziny czy imieniny. No i jakaś spontaniczna niespodzianka, jeśli coś się „nabroi”, albo tak bez powodu, jeszcze zanim szara rzeczywistość przysłoni radosne kolory pełnego napięcia entuzjazmu.

A ponieważ w okolicach 14 lutego będzie entuzjazmu będzie aż za dużo… to tak jeszcze z dziedziny Sztuka Podrywania, czyli jak najszybciej zrobić z siebie głupka. Sugestia dla kreatywnych panów, którzy stają na głowie, żeby coś, mówiąc młodzieżowo, „wyrwać” – sposoby na: wróżenie z ręki (np. widzę, że dzisiaj poznasz mężczyznę swojego życia), czytanie w myślach (zwłaszcza „na razie” umiem tylko od 1 do 4, „bo dopiero się uczę”), podryw „na zapach perfum” w znakomicie klimatyzowanym, warszawskim środku komunikacji miejskiej lub, mój osobisty numer jeden w klasyfikacji matolstwa emocjonalno-społecznego – bajer na cmentarzu (!), są, powiedzmy sobie szczerze śmieszne i znacząco odbiegają od trendów, panujących na tzw. rynku.

Prosty przykład z życia. Młody dżentelmen zaczepił jakiś czas temu w tramwaju wracającą w pośpiechu z treningu koleżankę. Postukał ją w ramię i rzucił szalony komplement, że „ma niesamowite perfumy”. Z ciekawości albo zaskoczenia rozmowa chwilę była kontynuowana, ale najpiękniejsza i tak była mina chłopaka, który wysiadając na przystanku usłyszał, że koleżanka nie wzięła prysznica, ale cieszy się, że zdaniem tramwajowego amanta, pachnie niesamowicie… Niby życie. Niby, dzięki takiej postawie tramwajowego Casanovy, ale chyba bardziej dzięki ciekawości znajomej, nawet wydarzyła się randka. Była jednak tak fajna, jak poziom złożoności tego komplementu.

A robiąc przerwę na anegdotę autobiograficzną, to pewnie nie wspominałem, że dowiedziałem się różnicy między „śmieszny”, a „zabawny”, kiedy próbowałem pewnego razu usilnie… wywrzeć pozytywne wrażenie na pewnej młodej damie. Po kilku moich żartach pour l’entrée (oczywiście szalenie rozweselających i przerzucających pierwsze koty za płoty, bez uszczerbku dla płotów rzecz jasna), widzę za małe zafascynowanie moim poczuciem humoru, więc mówię, nie wychodząc z konwencji humorystycznej: „no to ustaliliśmy na razie, że jestem zabawny”. Na co usłyszałem: „Raczej śmieszny”. Także tak…

Miłość nie jest pustą formą, ograniczoną kinowymi koncepcjami, którą raz w roku trzeba zapełnić bukietem kwiatów czy innym, niż zazwyczaj pożywieniem i droższym winem czy szampanem. Prawdziwe uczucie, jak na żywioł przystało, samo wypełnia sobą treść każdego dnia i nie potrzebuje żadnych konceptualnych wizji czy „foremek”, którymi tak łatwo jest się bawić w kuchni. Miłość to nie ciasto. Nie ma uniwersalnych przepisów, udoskonalaczy i dodatków. Nie każdemu będzie również tak samo smakować. Ale nie oszukujmy się – wiedza, nie tylko z zakresu kulinariów, zdecydowanie pomaga.

Uczucia to budowanie. Swojej rzeczywistości, swojego świata, ale przede wszystkim siebie. Czy zmieniamy się dla drugiej osoby? Można oczywiście sobie to wmawiać, ale po pierwsze – jaki ma to sens?, a po drugie – to nigdy nie jest prawdą. Jeśli chcemy kształtować swoje życie, to dzieje się to zawsze nie „przez” drugą osobę, ale „obok” niej. Poza tym, ważne jest co i w jakim celu budujemy. Dla przysłowiowego serca najważniejsze jest to, co jest w jego wnętrzu, nie to, co jest gdzieś na zewnątrz. A jeśli chcemy jeszcze to serce uosobowić, jako parafrazę naszych myśli, które łatwiej jest z mózgu przenieść w okolice klatki piersiowej, to dla serca nie jest ważne gdzie jest i w jaką zewnętrzną konwencję chce się je zamknąć, dopóki jest szczęśliwe. Jest przecież wiele metod prowadzących do celu. Jak powiedział kiedyś bardzo mądry człowiek, a dokładnie kobieta he he – wieżowiec z ryżu może być cudem świata.

Ile radości może dać odejście od schematów nigdy się nie dowiemy, ciągle w nich tkwiąc. Ile szczęścia może dać nam drugi człowiek, nie przekonamy się, dopóki będziemy trzymać go na dystans. Nigdy też nie przekonamy się, co jest nam „pisane” nie stając oko w oko z przeznaczeniem. I to dobrze, że tak wiele marzeń się wypala, blaknie czy znika, jeszcze zanim cokolwiek zaczniemy z nimi robić – to znaczy, że musimy ciągle szukać ich na nowo.

Może w te Walentynki, zamiast trzymać się utartych schematów, lepiej będzie pomyśleć o ich przełamywaniu. Nie tylko na jeden dzień. Może zamiast skupiać się na atmosferze, formie i dodatkach do tych dwóch słów, które tak często padają, że zdają się tracić swój sens, lepiej będzie zastanowić się w końcu przez dłuższą chwilę nad ich znaczeniem i przekazem. I może wreszcie, całkiem niegłupio byłoby od czasu do czasu po prostu nic nie mówić, tylko spojrzeć drugiej osobie prosto w oczy, a zamiast wielkich słów, częściej się uśmiechać. Może.

W niedzielne wczesne popołudnie załapałem się na film dokumentalny o Indiach. Film, jak film. Mi najbardziej zostały w pamięci słowa przywódcy duchowego hinduizmu, których może nie powtórzę dokładnie, ale sens chyba zostanie zachowany: każdego dnia, robiąc mały krok, staraj się go dokończyć. Życie jest długą wędrówką, a to, jak je przejdziesz, zależy tylko od Ciebie. Tylko dążenie do ideału zbliży Cię do szczęścia. Zasadniczo więc, nieważne kiedy zaczniemy, ale oby tych małych kroków było jak najwięcej, zwłaszcza, kiedy nie wędrujemy sami, czego i sobie życzę!

Adam Lelonek

Facebooktwitterlinkedin


(Następne wiadomości) »