Dolcan remisuje ze spadkowiczem

W ramach 3. kolejki I ligi, Dolcan zremisował z Łódzkim Klubem Sportowym 1:1. Bramkę dla naszej drużyny zdobył autor 14 goli w ubiegłym sezonie, Maciej Tataj.
Dzisiejszy mecz był spotkaniem “starych znajomych”. Dolcan i ŁKS ostatnio rywalizowały ze sobą na zapleczu T-Mobile Ekstraklasy dwa lata temu. W Ząbkach goście zwyciężyli 2:0 po bramkach Jakuba Koseckiego i Marcina Mięciela, a w Łodzi trzy punkty dla miejscowych dał Maciej Bykowski. Okazja na rewanż była więc doskonała. Podopieczni Roberta Podolińskiego chcieli przedłużyć passę bez porażki jak również w końcu “utrzeć nosa” słynnemu rywalowi. ŁKS przyjechał do Ząbek w jednym celu: odnieść przekonujące zwycięstwo, które poprawi atmosferę w budowanym niemal od podstaw zespole. Piłkarze pod wodzą Marka Chojnackiego w tym sezonie nie mają walczyć o powrót do krajowej elity. Przede wszystkim chcą się utrzymać, a sam klub poprawić swoją kondycję finansową i dopiero w następnych latach forsować bramy T-Mobile Ekstraklasy.
Pogoda raczej nie sprzyjała zawodnikom, ale za to niemal wszystkie dostępne miejsca na stadionie w Ząbkach zostały zajęte. Kilka miesięcy wcześniej mówiono, że nowa trybuna, która w gruncie rzeczy jest już gotowa do przyjęcia kibiców, zostanie otwarta właśnie na pierwszy mecz ligowy w sezonie 2012/13. Na razie jeszcze trzeba będzie się obejść ze smakiem, a jest czego żałować, bowiem obiekt, który stanął w miejscu przestarzałego, pachnącego zaprzeszłym ustrojem, prezentuje się naprawdę imponująco jak na warunki w naszym mieście.
W pierwszej połowie upał najmniej przeszkadzał naszym zawodnikom, którzy od pierwszych minut niemal stale zagrażali bramce strzeżonej przez ikonę klubu z alei Unii, Bogusława Wyparłę. Mocno uderzał Bartosz Osoliński, ale golkiper gości wypiąstkował piłkę. W 11. minucie Maciej Tataj zdecydował się na silne uderzenie i może gdyby w bramce ŁKS-u grał ktoś mniej doświadczony, to mielibyśmy pierwszego gola w tym sezonie autorstwa “Tatiego”. W pierwszym kwadransie podopieczni Marka Chojnackiego nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Gra z kontry nie wyglądała tak, jak należało i tylko dzięki szczęściu nie zostali skarceni bramką. Tego szczęścia już jednak nie było w 21. minucie. Grzegorz Piesio celnie dośrodkował piłkę wprost na głowę Tataja a ten wykończył tę akcję “po swojemu” i dał swojej drużynie prowadzenie, choć na tablicy świetlnej długo widniał wynik 0:1 dla gości, a w dodatku czas się “zamroził”. Usterkę tę naprawiono przed rozpoczęciem drugiej połowy.
Po zmianie stron tempo gry znacznie opadło, co zdawało się działać na korzyść ŁKS-u. W 55. minucie bliski szczęścia po uderzeniu z rzutu wolnego był Paweł Kaczmarek. Chwilę później na stadionie w Ząbkach pojawiła się spora grupa kibiców gości a ich doping mocno zagłuszył ultrasów Dolcanu. Przewaga na trybunach została udokumentowana…na boisku w 68. minucie za sprawą Jakuba Więzika, który wykorzystał swoje świetne warunki fizyczne, by wypracować sobie nieco miejsca w polu karnym i celnie uderzyć piłkę głową, którą mu “wrzucił” Kaczmarek. Ostatni kwadrans to desperackie próby ponownego objęcia prowadzenia przez Dolcan. Kilka razy nieźle się “zakotłowało” pod bramką Wyparły, ale za każdym razem górą był albo on, albo jego koledzy z drużyny. W 88. minucie za brutalny faul na jednym z piłkarzy ŁKS-u, sędzia wyrzucił z boiska Grzegorza Piesio i już drugi raz w tym sezonie (a mamy dopiero 3. kolejkę) Dolcan kończył mecz w dziesięciu. Wynik jednak nie uległ zmianie i wydaje się, że z remisu bardziej zadowoleni powinni być goście, choć oni również mieli swoje okazje na zgarnięcie całej puli.
W następnej kolejce zarówno Dolcan jak i ŁKS rozegrają swoje mecze na wyjeździe. Ząbkowianie pojadą do Grodziska Wielkopolskiego, by zmierzyć się z Wartą Poznań, a łodzianie zawitają do Grudziądza na konfrontację z Olimpią.
Dolcan Ząbki – Łódzki KS 1:1 (1:0)
1:0 Tataj 21′
1:1 Więzik 68′
Dolcan: Rafał Leszczyński – Piotr Klepczarek, Marcin Hirsz, Rafał Grzelak – Damian Jakubik, Bartosz Osoliński (64′ Piotr Bazler), Szymon Matuszek, 13. Grzegorz Piesio, Robert Chwastek (69′ Damian Świerblewski) – 11. Maciej Tataj, Mateusz Piątkowski (59′ Dariusz Zjawiński).
ŁKS: Bogusław Wyparło – Artur Gieraga, Nikołaj Borsukow, Daniel Cyzio, Michał Osiński – Paweł Sasin (90′ Konrad Kaczmarek), Jacek Kuklis, Daniel Brud (72′ Damian Pawlak), Dawid Sarafiński (82′ Patryk Kubicki), Paweł Kaczmarek – Jakub Więzik.
Sędzia: Rafał Greń (Rzeszów)
Widzów: ok. 1700
Powiedzieli po meczu:
Marek Chojnacki (ŁKS): Myślę, że kibice którzy dzisiaj przyszli na stadion w Ząbkach nie żałują. Mimo trudnych warunków atmosferycznych, nietypowej pory rozgrywania meczu i zmiany pogody w ostatnich dniach, co mogło wpłynąć na postawę zawodników w tym spotkaniu uważam, że mecz stał momentami na niezłym poziomie. Było sporo ciekawy akcji, sytuacji bramkowych czyli to co kibice lubią najbardziej. Co do wyniku sądzę, że jest on sprawiedliwy. Każda ze stron miała takie sytuacje, że mogła przychylić losy meczu na swoją korzyść. My jednak cieszymy się z tego punktu. Tym bardziej po ostatniej naszej wpadce ze Stomilem.
Mamy taki zespół, który o wiele lepiej czuje się na wyjazdach niż grająć na własnym boisku. Zdecydowanie łatwiej jest przeszkadzać niż budować akcje od tyłu. Wiadomo, że zespół grający u siebie musi prowadzić grę. Zawsze dziwie się jak komentatorzy narzekają na polska ligę i mówią, że drużyny nie potrafią grać w ataku pozycyjnym, a na świecie tak graja tylko dwie drużyny Barcelona i Real Madryt. Każdy ma z tym problemy, bo to jest trudna sztuka. – skwitował Chojnacki.
Robert Podoliński (Dolcan): Zgadzam się z trenerem w stu procentach. Pierwsza połowa na bardzo wysokim poziomie biorąc pod uwagę warunki pogodowe i bardzo nietypowa porę. W drugiej części chyba zostaliśmy w szatni. Poza dziesięcioma minutami bardzo dobrej gry to ten fragment przypominał taki cios za cios. My pękliśmy i straciliśmy bramkę. ŁKS to bardzo ciężki rywal. Byliśmy przygotowani na to, że będzie cieżko, ale nie do końca spodziewaliśmy się że aż tak. Również uważam remis za sprawiedliwy wynik i przyjmujemy go z szacunkiem, bo dziś nie graliśmy z byle kim. ŁKS to jest firma i oni jeszcze zdobędą wiele punktów w tej lidze. We wtorek odbędę z Grześkiem męską rozmowę.
To już drugi raz kiedy kończymy mecz w dziesiątkę. Jednak to są dwie różne sytuacje. Kartka w Olsztynie to idiotyzm pana sędziego. Natomiast ta dzisiejsza kartka to idiotyzm Grześka. Nazywajmy rzeczy po imieniu, bo jak dalej będziemy się głaskać i całować to nic z tego nie będzie. Z idiotyzmem będziemy walczyć. Potrzebujemy odpowiedzialnych, dojrzałych piłkarzy. Tym bardziej jeżeli chcemy o coś więcej powalczyć niż jak zwykle o toporek nad głową albo nóż pod gardło. – spointował Podoliński.
Przygotował: Adam Guzowski


