Main Menu

„Kleeberg odszedł, Kleeberczycy pozostali” relacja z SP1

Facebooktwitterlinkedin

sp1

Szkołę Podstawową Nr 1 im. gen. F. Kleeberga w Ząbkach odwiedził niedawno wyjątkowy gość – ppłk Zbigniew Makowiecki, Kleeberczyk. Spotkanie z żołnierzem gen. F. Kleeberga odbyło się w bibliotece szkolnej, specjalnie na tę okazję przyozdobionej pracami plastycznymi uczniów oraz albumami ukazującymi postać naszego Patrona.

W tym szczególnym wydarzeniu uczestniczyli uczniowie z Samorządu Uczniowski ego, chór szkolny oraz przedstawiciele szkolnych kół przedmiotowych – historycznego i dziennikarskiego.

sp1Spotkanie rozpoczęło się uroczystym powitaniem. Uczeń klasy szóstej odczytał jedną stronę z pamiątkowego albumu, który następnie został przekazany gościowi jako dowód naszej pamięci i wdzięczności. Tę wyjątkową chwilę podkreśliły także podarowane podpułkownikowi kwiaty oraz zaśpiewane wspólnie z chórem pieśni patriotyczne. Repertuar muzyczny został tak pomyślany, by przypomnieć uczniom, jak ważna jest pamięć o tych, którzy narażali i tracili życie dla Ojczyzny.

Po uroczystym powitaniu gościa odbyła się projekcja filmu o gen. F. Kleebergu. Po tym ciekawym seansie historycznym pani Marta Gołaszewska, główna organizatorka spotkania, wręczyła ppłk. Makowieckiemu płytę z filmem.

Następnie rozpoczęła się część artystyczna. Uczniowie recytowali wiersze o tematyce patriotycznej, przeplatane pieśniami chóru.

Kolejnym punktem spotkania była rozmowa z ppłk. Makowieckim. Uczniowie z koła historycznego i dziennikarskiego zadawali naszemu gościowi pytania dotyczące jego wojennych losów oraz związane z postacią naszego Patrona. Podpułkownik Makowiecki opowiadał barwnie i ciekawie, dzięki czemu każdy z nas mógł poczuć się tak, jakby sam również był uczestnikiem opisywanych wydarzeń. Wszyscy w ciszy i z uwagą wsłuchiwali się w słowa żołnierza z SGO Polesie. Dowiedzieliśmy się wielu szczegółów, których nie wyczytalibyśmy z książek. Naprawdę poczuliśmy atmosferę tamtych trudnych dni.

Oto fragmenty tego wyjątkowego wywiadu:

Czy znał Pan osobiście Generała Kleeberga?

Nie, ja byłem najmłodszym podporucznikiem, więc nie miałem okazji spotkać się z Generałem osobiście. Widziałem go chyba jedynie z daleka, gdy przejeżdżał obok. Ja służyłem w Wielkiej Kawalerii, ale grupa poleska posiadała także piechotę, wiele artylerii, bardzo dużo różnych korpusów np. Korpus Ochrony Pogranicza, a nawet marynarkę wojenną, ponieważ okolice Polesia były upstrzone jeziorami. Dlatego często odnosiłem wrażenie, że cała Polska zebrała się w grupie Generała Kleeberga. Bardzo dobrze go wspominam, ponieważ walczył w obronie Warszawy do samego końca. Dopiero, gdy skończyły się zapasy, zdecydował się poddać, by uniknąć dalszego rozlewu krwi. Pamiętam, że tę decyzję było mu bardzo trudno podjąć.

Jakim człowiekiem był Generał Kleeberg, jakimi wartościami kierował się w życiu?

Wierzył w Boga, kochał Ojczyznę. Pamiętam też, że nasz dywizjon bardzo dbał o porządek i dyscyplinę, ponieważ Generał przykładał do tego dużą wagę, także do wyglądu, więc nawet nasze buty musiały lśnić. Może to dziwne, ale właśnie to podnosiło nas to na duchu, ponieważ sądziliśmy, że w naszym zniszczonym wojną kraju nie ma już na takie drobiazgi miejsca, że jedyną rzeczą, która się liczy, jest ślepe parcie na bój.

Co było dla Pana najtrudniejsze we wrześniu 1939 roku, a co dodawało sił?

Bywały dni niebezpieczne, kiedy poruszaliśmy się po terenach pełnych wojsk niemieckich, ale bywały także dni spokojne. W taki właśnie dzień zatrzymaliśmy się w pewnej wsi, żeby napoić konie. Ja wyjechałem na patrol, szybko się zorientowałem, że nie jesteśmy sami. Z daleka przyglądał się nam jakiś tłum. Po chwili z tłumu wychodzi młoda dziewczyna, podchodzi do mnie i całuje mnie w kolano – ponieważ siedziałem na koniu, znacznie nad nią górowałem – i wciąż powtarza:

-Mój Boże! Wy jeszcze walczycie!

– Jakże inaczej! – odparłem, bo było to dla mnie oczywiste. Właśnie takie momenty dodawały mi sił.

Jaka była reakcja żołnierzy i Pana, kiedy usłyszał Pan ostatni rozkaz, zawierający decyzję o kapitulacji?

Wiedzieliśmy już, że wszystko się wali, ale nie mieliśmy radia, ponieważ zepsuło się podczas wyprawy, więc nie otrzymaliśmy rozkazu o poddaniu się. Podczas gdy wszystkie inne grupy już się wycofały, my walczyliśmy dalej. Byliśmy ostatnim pułkiem, który zdecydował się skapitulować. Kiedy wracaliśmy już do bazy, zostaliśmy napadnięci przez wojska niemieckie. Nasze trzymane na wodzy konie, w panice zaczęły uciekać, a uzdy wyrywały się nam z rąk, toteż, gdy całe stado zwierząt uciekało galopem, my chwytaliśmy się tego, co akurat było pod ręką: łęku siodła czy strzemion. W ten sposób udało nam się uciec, ale jak długo można biec u boku spłoszonego konia? W końcu musieliśmy ustąpić. Zwierzęta popędziły dalej, tymczasem my stanęliśmy w miejscu. Co ciekawe, podczas gdy my maszerowaliśmy w kierunku bazy, nasze konie zdążyły już wrócić do “domu”. Tak wynikało z relacji innych żołnierzy. Mądre zwierzaki wróciły same, co bardzo zdziwiło patrolujących okolicę kolegów. Zamiast nas ujrzeli same konie, bez jeźdźców – konie, które galopowały w stronę Generała i zatrzymały się dosłownie przed nim, ustawione w jeden długi szereg. Moim zdaniem ta scena aż się prosi o uwiecznienie na obrazie!

b942b630ea238e1e8d2c7058d4752d76Bardzo Panu dziękujemy za przybycie do naszej szkoły i za ciekawe opowieści. Mamy nadzieję, że wkrótce znów będziemy mogli się spotkać.

Ja także dziękuję, że mogłem was odwiedzić. Cieszę się, że tylu młodych ludzi interesuje się historią swojego kraju.

Spotkanie z Kleeberczykiem minęło zaskakująco szybko, choć trwało dwie godziny. Nikomu czas się nie dłużył. Uczucia wzruszenia i podziwu, które towarzyszyły nam przez cały czas tej wyjątkowej wizyty, na długo pozostaną w naszych sercach.

Weronika Walendziak kl. 6a
Patrycja Szymczak kl. 6b
Alicja Trych kl. 6b

Uczennice z Koła Dziennikarskiego działającego w Szkole Podstawowej Nr 1 im. gen. F. Kleeberga w Ząbkach.

Źródło: UM Ząbki
Fot. UM Ząbki

Facebooktwitterlinkedin