Main Menu

Muza gra mi w głowie i sercu

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

1388467_34274000

Do napisania tego tekstu zabierałem się od dłuższego czasu. Jak zwykle znalazł się powód, dla którego musiałem odłożyć komputer kąt; lato, praca, rodzina i inne obowiązki. Jednak nie brak pomysłu i chęci. Tego zawsze jest dostatek i o tym właśnie będzie ten artykuł.

Można się zastanawiać, skąd bierze się natchnienie i motywacja do pisania. Jedni powiedzą, że są to wymierne korzyści w postaci pieniędzy i sławy. Tu może przesadziłem, bo na pisaniu zarabiają i zdobywają ludzie pokroju Kathleen Rowling i Dan’a Brown’a. My, autorzy o znacznie mniejszym zasięgu, możemy liczyć co najwyżej na dobre słowo i satysfakcję z opublikowania tekstu w formie drukowanej. Jeśli jednak spojrzeć na sprawę z innej strony, pisanie czy w ogóle tworzenie ma głębsze znaczenie i nie można przypisywać tych aktywności do prostych wartości.

O pisaniu marzyłem od wczesnych lat młodości. Sam nie wiem do końca, czym się wtedy kierowałem. Przecież z książką, czy nawet gazetą byłem na bakier. Zamiast czytać, wolałem oglądać. Chodziło tu głownie o szkolne lektury. Jednak od czasu do czasu zdarzyło mi się usiąść przed kartką papieru z długopisem w ręku i starałem się przelać na A5 w kratkę, co mi w duszy siedziało.

Pomimo, że na pierwszy rzut oka mogę uchodzić za zatwardziałego realistę, który traktuje uczucia i romantyczne postawy za głupstwa niewarte funta kłaków, to właśnie te wartości są dla mnie jednymi z najważniejszych w życiu. Gdyby nie one, byli byśmy zezwierzęconymi kreaturami, które dążą jedynie samozadowolenia. To właśnie te uczucia budzą chęć przebywania w czasem wyidealizowanym świecie, gdzie miłość, pragnienie i pożądanie są sensem życia.

Trzeba przyznać, że na pewno nie każdy ma dar do pisania i nie każdy powinien się za to zabierać. Być może sam przeceniam swoje możliwości, ale dopóki wyzwalane są substancje w moim mózgu powodujące nieodpartą potrzebę wyrażenia „czegoś” więcej… będę to robił.

Kiedyś zastanawiałem się, co mnie pcha w stronę pióra. Szybko doszedłem do wniosku, że są to… kobiety. To one – moje Muzy. Nie bezpośrednio, nieświadomie, nie zawsze w miły sposób, ale za to szalenie skutecznie pobudzały zmysły, napełniały czarę nastrojami, które trzeba było w jakiś sposób spożytkować.

Słowa wypowiedziane, nierzadko mają mniejszą wagę niż te, przelane na białą kartkę papieru. Krótki wiersz ma nieopisanie większą moc niż setka róż, które niechybnie zwiędną, a pamięć o nich przepadnie. Słowa spisane będą trwać, jeśli nawet nie na papierze, to na pewno w sercu twórcy, ale i osoby, która wiersz ten napisała. Nie mogą się one równać z wysłanym sms’em, zapożyczonym wpisem na fb, czy też elektroniczną kartką z pseudo głęboką sentencją wstawioną pod zdjęciem. Tak bardzo popularne ostatnimi laty narzędzia i możliwości, odbierają sens uczuć. Sprowadzają je do poziomu dowcipu na ostatniej stronie czasopisma czy też anegdoty.

Rozmawiając o pisarstwie, często słyszę opinie, że trzeba mieć motywację, samozaparcie. Z pierwszym się zgodzę, z drugim stwierdzeniem już mniej. Motywacja może mieć różne źródła. Wspomniane wcześniej pieniądze i wizja szeroko rozumianej sławy. Nie uważam, że są one najlepszymi determinantami. Potrzeba pisania wynikać powinna ze stanu ducha autora. W większości wyraźnie można wyczuć nastrój twórcy, jego radość, smutek czy frustracje. Jest to swoista reakcja na otaczający go świat, ale również na relacje z innymi ludźmi. Im bliższe relacje, tym silniejsze reakcje, emocje, a tym samym głębia przekazu utworu jest intensywniejsza.

Szukanie tzw. wrażeń na siłę, nie zawsze jest konieczne. Jest wręcz niewskazane. Uczucia sztucznie wywołane (te najczęściej znaleźć można właśnie w Internecie) spowodują spłaszczenie wartości utworu. Tego każdy autor chciałby raczej uniknąć. Zatem, im większa zażyłość, tym tekst lepszy.

Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że zażyłość nie musi mieć podtekstów seksualnych. Niektórzy twierdzą, że jest wręcz niewskazana. To już kwestia predyspozycji i upodobań. Faktem niezaprzeczalnym jest, że Muzą przeważnie jest osoba płci przeciwnej. Jest to osoba, która nadaje sens twórczości, zradza nowe pomysły i zaszczepia chęć, bo chęć wynikająca dla potrzeby pisania dla innych jest ponad samozaparciem, które wynika wyłącznie ze sztucznego zaparcia lub chorych ambicji.

Z wieku na wiek, znaczenie Muz konsekwentnie traci na znaczeniu. Zastępowane one są często przez sztuczne twory, w tym instytucje. Przejmują one ich role, stając się ich marnymi kopiami. Rzesze pisarzy zainspirowanych, a raczej sfrustrowanych sytuacją ogólną, upatrują swoich inspiracji w polityce czy show-biznesie. Jakże to dalekie od romantycznych dzieł i postulatów.

Komercja zabija sztukę i Muzy. Chrońmy je i pielęgnujmy nawet, jeśli nie są świadome tego, że nimi są.

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin